Dieta wysokobiałkowa – pic na wodę, fotomontaż

Dieta wysokobiałkowa – pic na wodę, fotomontaż
5 (100%) 1 vote

Dieta wysokobiałkowa znajduje coraz większą liczbę zwolenników. Poleca się ją osobom chcącym przybrać na masie mięśniowej, ale również tym pragnącym zgubić tłuszczyk. Ale czy tak naprawdę warto ją stosować?

Sam przez długi okres życia miałem klapki na oczach i stosowałem się do rad ludzi, którzy nie wierzą w racjonalne dowody, a w sfałszowane badania naukowe i domysły ekspertów od fitnessu. Całkiem niedawno odkryłem, że dużo lepiej żyje się na diecie roślinnej, a więc pozornie mającej mało białka. Na całe szczęście ta dieta nie wyklucza uprawiania sportu, nie doprowadza do spadków formy, odporności i zdrowia.

Nie martw się więc, że stracisz coś, odrzucając część białka. Nie wierz ludziom, którzy wolą, żebyś żył w wygodnej nieświadomości, gdyż chcą na tobie zarobić. Nie oszukujmy się, świat jest pełen fałszywych informacji, a my musimy sporo się natrudzić, by wybrać właściwe.

Większość prezesów wielkich przedsiębiorstw pracuje tylko dla pieniędzy i zabiega o własne dobro, a więc powtarzają ludziom mity, by ci kupowali ich produkty i korzystali z ich usług. Zdrowy człowiek to dla nich zmora, dlatego, że chory kupi od nich suplement i skorzysta z ich odpłatnych porad.

Tak więc Kowalski, który pozna prawdę, będzie się zdrowo odżywiał i uniknie raka czy innych przykrości, to człowiek nieprzynoszący dochodów, czyli zbędny. Ja jestem zdania, że każdy z nas ma po prostu prawo do poszerzania swoich zasobów wiedzy, zwłaszcza wiedzy o własnym ciele i tym, co należy robić, by było zdrowe i piękne. Ten artykuł dobitnie uświadomi ci, że dieta w stylu paleo i inne diety w tym stylu to jedna wielka ściema.

Układ trawienny i toksyny

Problemy żołądkowe?

Ludzki układ pokarmowy bardziej przypomina ten roślinożercy niż drapieżnika. Co prawda przedstawiciele zwierząt kopytnych jedzących trawę mają kilka komór żołądka, a my nie mamy, ale nie mówię tu o trawieniu celulozy (cukru z trawy i innych roślin). Tak jak roślinożercy jedzący rośliny inne niż trawa czy liście, mamy długie do 7 metrów jelito cienkie, by móc skutecznie trawić węglowodany zawarte w żywności roślinnej. Natomiast mięsożerca może poszczycić się jelitem o długości do 4 metrów. Dlaczego tak jest? Otóż mięso nie może zbyt długo przebywać w naszym przewodzie pokarmowym, ponieważ zaczyna tam po prostu gnić.

Kto słyszał relacje osób robiących sobie lewatywy, być może usłyszał też od nich o tzw. kamieniach kałowych. Są to po prostu wyjątkowo ohydne zlepki gnijących pokarmów, które zalegają w jelicie grubym. Co ciekawe, u wegan nie ma tych kamieni. I bardzo dobrze, bo im mniej mamy gnijących tworów w sobie, tym mniej one nas zatruwają. Na jednej z konferencji Królewskiego Towarzystwa Medycznego w Londynie 57 czołowych europejskich lekarzy stwierdziło, że przyczyną ok. 90% przewlekłych chorób jest zatrucie organizmu toksynami z jelit i braki witamin.

A dieta wysokobiałkowa to nic innego jak połączenie tych dwóch czynników. Najrozsądniejszym z posunięć będzie jedzenie w większości pokarmów roślinnych, a najlepiej wyeliminowanie mięsa z diety. Jeżeli chcesz się słuchać dietetyka, który wymyślił dietę opartą na białkach, godzisz się na zatruwanie swojego organizmu. Ja, tak jak i wielu wegan, z czystym sumieniem mogę ci powiedzieć, że odkąd odrzuciłem z diety nabiał, mam więcej energii, lepsze wyniki w sporcie, lepszy humor i czuję się lżejszy. Mój umysł pracuje wydajniej, śpię dużo spokojniej, a stan mojej skóry diametralnie się poprawił.

Czemu? Otóż nie jestem już poddany codziennemu działaniu toksycznych substancji wchłanianych z gnijących pokarmów w jelitach, więc moje ciało zostało oczyszczone i nic nie zakłóca jego równowagi. Tak więc mamy 1:0 w walce między dietą roślinną a wysokobiałkową.

Niedobory substancji odżywczych

Składniki odżywcze

Wszyscy przeciwnicy wegan tak strasznie mi ubliżali, że jestem nierozsądny, że niszczę swoje ciało, bo jem za mało substancji odżywczych. Mówili, że skoro suplementuję witaminę D i B12, moja dieta jest niepełna. Robię to bardziej dla pewności niż z konieczności, bo ciężko byłoby dostarczać sobie 100% dawki codziennie, a ja wolę mieć spokój. Nie mówię, że jestem święty, bo mógłbym jeść jeszcze bardziej różnorodnie i zdrowo, ale przy małym nakładzie pracy w kuchni i tak jem znacznie lepiej od moich znajomych, którzy pochłaniają duże dawki mięsa, a warzywa to dla nich nieprzyjaciele.

Wszyscy „mięsożercy” zamiast analizować i krytykować mój sposób odżywiania powinni poprawić swój, bo jedzą codziennie wielkie ilości mięsa i nabiału i właśnie oni mają największe niedobory różnych niezbędnych do życia mikroelementów. Ja, jedząc rośliny, dostarczam sobie ogromne dawki błonnika. Mój metabolizm znacznie przyśpieszył, a więc mogę kontrolować wagę i jeść do syta, nie rosnąc tym samym w tłuszcz. Ponadto szybciej pozbywam się szkodliwych substancji ze swojego ciała, powstałych np. po wysiłku. Większość toksyn i tak już nigdy nie wyląduje na moim talerzu, bo skarbnica toksyn to właśnie mięso i nabiał.

Zaletą tego, że jem ponad 5 porcji warzyw i owoców dziennie, jest też pełne zaspokojenie potrzeb organizmu na podstawowe witaminy i składniki mineralne, takie jak witaminy A, C, E. Minerały również nie są trudne w pozyskaniu z roślin, zwłaszcza dla mnie- miłośnika kasz, orzechów i pestek. Większość witamin z grupy b również zjadam w odpowiednich ilościach. Skorzystałem kiedyś ze strony cronometer, która to rozkłada to, co zjedliśmy na czynniki pierwsze i pokazuje nam, ile było w naszym jedzeniu witamin, białek, czy minerałów. Co się okazuje? Wszystko zjadłem w dawkach nawet lekko wykraczających poza skalę, a więc awitaminoza mi nie grozi.

Natomiast po wpisaniu do cronometra diety typowego Polaka, braki witamin aż parzyły mnie w oczy. Jedząc ogromne ilości białek, po prostu się zapychamy i nie mamy miejsca na niezbędne nam warzywa w odpowiednich ilościach. Z początku możemy nic nie odczuwać, ale po jakimś czasie ciało odpowie na straszne niedobory chorobą, czy skrajnym osłabieniem. W wojnie między mną- człowiekiem pragnącym wam otworzyć oczy a resztą świata, która manipuluje i pomiata ludźmi, jest 2 do 0!

Zakwaszenie i osteoporoza

Produkty wysokobiałkowe

Ktoś, kto przechodzi na dietę ubogą w nabiał, może mieć obawy odnośnie do zrealizowania swojego zapotrzebowania na wapń. Osobom nieposiadającym dużej dawki wiedzy o odżywianiu polecam na wszelki wypadek suplementować ten minerał, co nie znaczy jednak, że dieta wysokobiałkowa, bogata w mięso, nabiał i jego przetwory jest lepsza. Otóż taka dieta nawet bardziej zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na osteoporozę! Skąd takie kuriozalne wnioski? Przecież mleko to skarbnica wapnia! No niestety, statystyki pokazują, że w regionach, w których nie pije się mleka, odsetek zachorować na łamliwość kości jest najniższy!

Odpowiadają za to dwa czynniki. Pierwszy z nich to skład mleka. Coraz więcej jest jego przeciwników, nie tylko wśród wegan, ponieważ badania sugerują, że proporcje minerałów w tymże płynie uniemożliwiają wchłanianie wapnia. Czyli chcąc być zdrowy, rosnąć i mieć kości jak ze stali, wielu ludzi słucha sloganu reklamowego „pij mleko, będziesz wielki!”, bardziej sobie szkodząc niźli pomagając. Dużo lepszym źródłem minerału zbawiennego dla naszych kości są produkty roślinne, bo wchłanianie z nich wapnia jest łatwe i skuteczne. Drugim czynnikiem powodującym, że „mięsożercy” częściej łamią sobie kości, jest zakwaszenie organizmu. Nasze ciało dąży do tzw. homeostazy, czyli równowagi wewnętrznej, a zakwaszona krew to zaburzenie tej równowagi.

Każdy ci powie, że mięso i nabiał mają wysoce zakwaszający odczyn, ale niewielu ma odwagę mówić, że to zakwaszenie doprowadza cię do ruiny. Ciało pozyskuje wapń z kości, bo chce zneutralizować PH osocza, toteż jego niedobór na diecie w stylu paleo jest wręcz pewnikiem. Jest 3:0 dla wegan, ale na tym nie poprzestanę, gdyż zakwaszenie ma inne tragiczne dla nas konsekwencje.

Przykładowo, przyśpiesza starzenie się, spowalnia procesy regeneracji komórek, zabija neurony, zmniejsza odporność i energię, a za to zwiększa podatność na stres. Obserwuj swoje ciało, bo zakwaszenie to częsta przypadłość. Nie widzę innego wyjścia jak tylko przejście na weganizm, dla osób cierpiących z powodu nadkwasoty. Skoro to mięso jest przyczyną całego zła, to nie bójmy się z niego zrezygnować. Sam odnoszę korzyści ze swojej nowej diety, w której nie ma miejsca na poćwiartowane ciała zwierząt.

Trawienie białka i regeneracja po wysiłku

Po treningu

Fitness to moja obsesja, a więc naturalnym odruchem przed przejściem na weganizm był u mnie strach. Obawiałem się tego, że nie jedząc wielkich ilości białka, nie będę mógł rozwijać swojej muskulatury. Czy weganizm wyklucza uprawianie sportu? Wręcz przeciwnie! Dieta wegańska to podstawa i fundament dla zdrowia, a sport to jego dopełnienie!

Cała moja wiedza z poprzednich okresów życia odnośnie do sportu mogłaby zostać streszczona do mantry: „Jedz białko! Białko, białko i jeszcze raz białko! A na dokładkę ogromne dawki protein!”. Teraz to wydaje mi się komiczne. Jestem żywym przykładem na to, że białko wcale nie musi być spożywane, w nie wiadomo jakich ilościach. Będąc weganinem, poprawiłem swoją siłę i rozwinąłem sylwetkę, bo już wiem, jak tak naprawdę funkcjonuje mój układ trawienny. Tak więc obawy o niedobory protein na wśród wegan wrzućmy do worka na śmiecie! Zdradzę wam wiedzę, która może odmienić wasze życie.

Otóż do strawienia i spożytkowania jednego grama białka potrzeba około 24 kalorii! Z obliczeń wynika, że białka powinny stanowić dla przeciętnego człowieka 15 procent kalorii w diecie, by móc zostać optymalnie wykorzystane. Jeżeli bowiem zjemy 40 procent białka na dzień, nic z niego nie będzie, bo większość zostanie zamieniona na energię. Jeżeli chcesz efektywnie trawić białka, musisz dostarczać sobie równocześnie węglowodany czy tłuszcze. Zapytasz pewnie: A co z tymi wielkimi kulturystami, którzy jedzą nawet 2, 5 gram białka na kilogram masy ciała w ciągu dnia? To proste, każdy z nich zażywa sterydy anaboliczne, które drastycznie zwiększają możliwość wchłaniania białka.

Ale co im po wyglądzie potwora i wielkich ramionach, gdy równocześnie tracą zdrowie? Zakładam, że należysz do racjonalnych ludzi, nie robisz sobie zastrzyków z testosteronu i nie chcesz niszczyć swego ciała. Tak więc rób wszystko z umiarem, jedz białko razem ze źródłami energii, a je spożytkujesz. Ciało zostanie zregenerowane, mięśnie będą się budować, a stan zdrowia się poprawi. Nie potrzebujesz 200 gram białka dziennie, by być szczęśliwym i spełnionym. Znam jeszcze jedną niekorzystną właściwość nadmiaru protein w diecie: nerki są strasznie obciążone. Nie chcesz chyba umrzeć na ich niewydolność, prawda?

Po co więc je katować i zmuszać do przetwarzania białek, które i tak nic ci nie dadzą, kiedy będą samotne w diecie? Rozpad białek jest równoznaczny z wytworzeniem trującego amoniaku, którego na diecie wysokobiałkowej masz po dziurki w nosie. Ja po dziś dzień jestem zadowolony z wegańskiej diety bogatej w węglowodany, bo mam po niej siłę, nie tracę mięśni i dodatkowo korzystam z roślinnych przeciwutleniaczy. Związki te spowalniają degradację komórek, w konsekwencji zapobiegając rakowi, przyśpieszając odnowę ciała i spowalniając starzenie się.

W mięsie ani nabiale ich nie ma, nic więc dziwnego, że osoby na diecie paleo nie mogą doświadczyć ich zbawiennego wpływu na zdrowie. Końcowa suma punktów w wojnie między weganami a „drapieżnikami” całkowicie deklasuje dietę wysokobiałkową. Ten artykuł nie miał na celu obrażenia jej autora, choć jeżeli to przeczyta, może skoczyć mu ciśnienie. Pragnę jedynie oświecić społeczeństwo i sprawić, byśmy przestali podążać w niewłaściwym kierunku.

Kierunku do własnej zagłady. Lepiej dla nas będzie żyć zdrowo, a na diecie białkowej tak się nie da. Mam nadzieję, że skłonię czytelników do przemyśleń, pomogę utwierdzić się weganom w przekonaniu co do słuszności ich stylu życia, a tym, którzy rozważali przyjęcie diety paleo, uświadomię, że nie warto.